Nauczyciel doskonały?

Nauczyciel doskonały
Spośród piętrzącego się na nocnym stoliku stosu książek, pozycja autorstwa Janusza Bielskiego, Nauczyciel doskonały. Kształtowanie sie nauczycielskiego zawodu, warunki, kryteria i warunki efektywności pracy nauczyciela, zachęcała niewielką objętością – całość zamyka się w 167 stronach tekstu, a onieśmielała tytułem, przypominającym bolesną prawdę, że do nauczycielskiej doskonałości droga tak samo odległa jak do powszechnego bogactwa i szczęśliwości.
 

Nauczyciel doskonały?

Niestety lektura Nauczyciela doskonałego to niemiły – na tle innych stoliczkowych pozycji – zgrzyt. Ideał nauczyciela z książki Bielskiego zamyka się w ciągu różnych wyliczanek sprawności, które taki edukacyjny heros powinien posiadać. Czytając listy pożądanych ideałów nauczyciela (ucznia zresztą też) ma się poczucie uczestniczenia w obozie przedolimpijskim, gdzie sztab szkoleniowy, specjalistów z różnych dziedzin, wyposażony w tony aparatury pomiarowej precyzyjnie mierzy parametry życiowe, wydolnościowe i sprawnościowe przyszłego championa. Wrażenie to potęguje aneks pełen „tabelkowych” arkuszy, z których każdy zawiera zestawy pytań badająco – oceniających (arkusze hospitacyjne i oceny pracy nauczyciela) i skłaniających do samorefleksji nauczycielskiej. Wszystko starannie ponumerowane, pod tabelką proponowane kryteria interpretacji wyników: 0-15 pkt i nie nadajesz się na herosa-nauczyciela. A punkciki stracić łatwo: brak higieny ciała (nauczyciela czy ucznia?), otoczenia (?), niska „skuteczność w kształtowaniu postaw do kultury fizycznej”, uznanie, że lekcja nie spełniała funkcji „hedonistycznej” i „wzrokotwórczej” i możesz zapomnieć o statusie „nauczyciela doskonałego”. W ciekawym kwestionariuszu, skierowanym do ucznia, pytania mają wykryć, czy „Twój nauczyciel” cechuje się autorytarnym, czy też demokratycznym stylem wychowania. W sumie to gra do jednej bramki, wcześniej bowiem autor zdyskwalifikował styl „liberalny”, obudowując go nihilistycznymi cechami pokroju „daje uczniom/wychowankom szeroki zakres swobody” i „ma minimalistyczny wpływ na uczniów”,”nie zachęca uczniów do zachowań społecznie wartościowych”, przez co sam czuje „się zwolniony z odpowiedzialności za zachowania uczniów”. Liberalny styl, jako ideowo wraży (czytając tę część książki sam przeszedłem na narrację w stylu lat 60 i 70-tych XX wieku) został więc z zestawu cech pożądanych usunięty, co niewiele zmieniło, skoro jedynie słusznym stylem pozostaje nauczyciel o sercu demokratycznym … Nie po to przecież państwo wydaje tyle pieniędzy, zagrabionych wcześnie w formie podatków od obywateli, by dzieci tych obywateli miały szeroki zakres swobody i dokonywały demokratycznie niedemokratycznych wyborów. Pytania w ankiecie do uczniów zadane są zresztą w sposób sprytny: „Czy nauczyciel karał surowo uczniów, gdy robili coś niewłaściwego?”. Hm … w czasach mojego szkolnego bytowania karą surową były „3 kije”, zastanawiam się, co w rozmiękczonych charakterach młodych głów AD 2017 oznacza pojęcie „surowa kara”. Dla córki mojego szwagra jest to np. odcięcie od filmików na youtube oglądanych non stop za pośrednictwem smartfona. Można z góry założyć, że są jeszcze „wrażliwsze” w odniesieniu do kar dzieci, szczególnie te wychowywane „bezstresowo”. 
„Niektórzy nauczyciele są mało zaangażowani w sprawy uczniowskie (sprytne, najpierw przywołanie negatywnego wzorca). Czy twój nauczyciel postępował podobnie?” Punkciki lecą a na koniec jak zwykle: „0-40 – styl zdecydowanie autokratyczny” 😃 . Generalnie zawsze byłem „miłośnikiem” kwestionariuszy, w których po podliczeniu punktów, okazywało się, że jestem Indianinem, kandydatem na ołtarze, a nawet mam depresję. Gorzej jeśli ktoś pokseruje te kwestionariusze i zastosuje je jako gotowe narzędzie oceny nauczyciela, no a przynajmniej stopnia efektywności jego pracy. Bo cóż, jeśli okaże się, że diagnozowanego nauczyciela warsztat pracy nie spełnia idealnej formuły „warsztat pracy urządzony jest wzorowo, a nauczyciel znany pod tym względem na terenie powiatu, a nawet województwa”. Sława gminna jak widać szybko przemija, pożądany jest wyższy poziom – powiatowy, bądź wojewódzki. Podobnie może przeminąć perspektywa dobrej oceny (wkrótce co 3 lata), być może awansu, jeśli ktoś dorwie się do tych kwestionariuszy. Czyż bowiem autokratyczni nauczyciel idą do nieba?

Diagnozą do (nauczycielskiego) nieba

Cóż, kto mieczem wojuje ten mieczem ginie powiedziałby ktoś bardziej złośliwy ode mnie. Przeliczając efektywność pracy ucznia na procenty, centyle, staniny i szkolną skalę 1-6 nie ma co się dziwić, że w poszukiwaniu wystandaryzowanych opisów system oświatowy próbuje przeliczać efektywność pracy nauczycielskiej. Ta mania to jakiś swoisty neopitagoreizm oświatowy, oparty na wierze, że LICZBA jest istotą całej wszechrzeczy edukacyjnej. Pozbawieni liczb stracimy zdolność do efektywnej oceny człowieka. Czytając tę książkę cały czas zastanawiałem się nad ideałami nauczycielskimi, z którymi miałem przyjemność – i nadal mam! – spotykać na drodze mego życia. Pomijając fakt, że słabości decydują o kolorycie człowieka, to nieidealność – idealność moich wzorców herosów oświatowych opisuje kilka niematematycznych cech: pracowitość, kompetencje, umiar i rozsądek, zaangażowanie, życzliwość (niekoniecznie „sympatyczność). I trudno mi powiedzieć, ile każdy ze wspominanych przeze mnie ciepło nauczycieli – „ideałów” otrzymałby punktów, gdyby w czasach autorytarnej dyktatury uczeń wypełniał tyle ankiet, ile czyni to w czasach liberalnego i demokratycznego państwa. Mam takie poczucie, że „zadiagnozujemy” się wkrótce na śmierć … 
 
Pozdrawiam
Rafał Wójcik
Pan Tikczer

Autor: Administrator

Nauczyciel historii i wos-u. Pasjonat nowoczesnych technologii.